Cud czy nie cud … nad Wisłą

Cudu nad Wisłą nie da się wytłumaczyć tezami racjonalnymi. Gdyby którykolwiek z elementów tej misternej układanki, jaką był plan generała Rozwadowskiego zawiódł, to armie bolszewickie przeszłyby przez Polskę jak niszczycielski huragan. Wystarczyłoby, żeby naprędce zmobilizowana przez generała Hallera armia ochotnicza nie wytrzymała sowieckich ataków pod Radzyminem, a nie pomogłyby żadne ofensywy ani najwymyślniejsze manewry. Gdyby nie pomogli nam Węgrzy czy Francuzi, to nie mielibyśmy nawet czym walczyć ani z czego strzelać w obronie naszej Ojczyzny. Gdyby Piłsudski nie potrafił dogadać się z Witosem, to nie wiadomo, czy idea obrony Polski zyskałaby aż tak szeroki oddźwięk społeczny, a hasła bolszewickie nie znalazłyby podatnego gruntu wśród uboższych warstw wielokulturowego społeczeństwa naszego kraju. Osobnym zagadnieniem pozostaje złamanie szyfrów rosyjskich przez zespół porucznika Jana Kowalewskiego we wrześniu 1919 roku, co walnie przyczyniło się do sukcesów naszego wywiadu i pozwoliło poznać plany i zamierzenia bolszewików.

Sama wojna z Rosją Sowiecką rozpoczęła się już w listopadzie 1918 roku. Pomimo wzniosłych deklaracji Lenina o „samostanowieniu narodów będących wcześniej w Imperium Romanowów” , w rzeczywistości dążył on do podporządkowania Sowietom jak największych obszarów obejmujących wcześniej Carską Rosję. Liczył on na słabość świeżo powstałych państw i rozszerzenie idei rewolucji na ogromne tereny Azji i Środkowej Europy. Samo pojęcie >narodu< nie miało dla niego żadnego znaczenia. Rewolucję i jej nieodłączne atrybuty – przemoc i wojnę – traktował wyłącznie jako tzw. „walkę klas”. „Pokonanie Polski było dla Lenina celem taktycznym – głównym było udzielenie pomocy komunistom, którzy w tym samym okresie próbowali rozpocząć rewolucję w Niemczech i w krajach powstałych z rozpadu Austro-Węgier.”(1)

Walki z bolszewikami toczyły się ze zmiennym szczęściem aż do „rozmów pokojowych” jesienią 1919 roku. Odciążenie frontu potrzebne było bolszewikom do skoncentrowania sił przeciwko wojskom Denikina, a także do ataku na oddziały ukraińskie Semena Petlury. Piłsudski także dostrzegł dogodną okazję i zawarł z Petlurą porozumienie wojskowe przewidujące wspólną walkę. Polska miała uzyskać tzw. Małopolskę Wschodnią ze Lwowem, w zamian uznając rząd Ukraińskiej Republiki Ludowej, czyli de facto – istnienie ukraińskiego państwa. Rozpoczęta ofensywa doprowadziła do zajęcia Kijowa w maju 1920 roku. Jednak polski sztab generalny nie przewidział, że Sowieci zastosują chytrą taktykę: oddając poszczególne tereny i miasta i wycofując się – wciągali wojska polsko-ukraińskie w głąb terytorium dzisiejszej Ukrainy, jednocześnie przegrupowując swoje siły i koncentrując je w rejonie dzisiejszej Białorusi.

W połowie maja Armia Czerwona rozpoczęła potężną ofensywę. Front Białoruski dowodzony przez Michaiła Tuchaczewskiego miał przełamać główne siły polskie i zająć Warszawę, zaś Armia Konna Siemiona Budionnego uderzyła na Lwów, a Korpus Gaj-Chana  oskrzydlającym atakiem wdarł się na północne Mazowsze. Odziały polskie cofały się na całej linii frontu i wydawało się, że klęska jest już tylko kwestią czasu – wszystkie linie obrony pękały pod nawałą bolszewików. Piłsudski początkowo planował doprowadzenie do walnej bitwy, ale w tym celu należało zatrzymać lub przynajmniej znacznie spowolnić działania nieprzyjaciela, aby móc przegrupować wojska. Tymczasem szybko zmieniające się wydarzenia uniemożliwiały ten zamiar. Nie udało się zatrzymać Armii Czerwonej na linii Narwi i Bugu. W tej dramatycznej sytuacji szef sztabu generalnego gen. Tadeusz Rozwadowski wraz z pułkownikiem Piskorem i kapitanem Regulskim opracowali plan operacji polegający na wyprowadzeniu rozstrzygającej ofensywy z rejonu Wieprza. Miała ona polegać na nieoczekiwanym, silnym uderzeniu w bok głównych sił sowieckich, uniemożliwiając połączenie się armii Budionnego i Tuchaczewskiego, rozbijając i oskrzydlając wojska prące na Warszawę. Warunkiem powodzenia operacji było zatrzymanie wojsk rosyjskich na przedpolach Warszawy i utrzymanie tych linii za wszelka cenę aż do rozstrzygającego uderzenia znad Wieprza.

 

„W czasie polskich przygotowań do ofensywy bolszewicy zbliżali się do Warszawy. Sądzili, że podda się ona w ciągu kilku godzin. Stolicę miały bezpośrednio atakować trzy armie: III, XV i XVI, natomiast IV Armia wraz z konnym korpusem Gaj-Chana ruszyła na Włocławek i Toruń z zamiarem przejścia Wisły na Kujawach, powrotu na południe i wzięcia stolicy w kleszcze od zachodu.”(2) Bitwa na przedpolach Warszawy rozpoczęła się 13 sierpnia 1920 roku krwawymi walkami o Radzymin, w czasie których kilkakrotnie przechodził on z rąk do rąk. „Ostatecznie polscy żołnierze, za cenę wielkich strat, utrzymali Radzymin i inne miejscowości, odrzucając nieprzyjaciela daleko od swoich pozycji”. (3) 14 sierpnia działania rozpoczęła 5 Armia gen. Sikorskiego, która prowadziła zwycięskie boje pod Modlinem, Pułtuskiem i Serockiem, a 16 sierpnia brawurowym atakiem zdobyła Nasielsk. W tym samym czasie grupa manewrowa Piłsudskiego przełamała linie bolszewickie w rejonie Kocka i Cycowa, a następnie wyszła na tyły wojsk nacierających na Warszawę. „Tuchaczewski musiał wycofać się nad Niemen. Ostateczną klęskę bolszewicy ponieśli pod Osowcem, Białymstokiem i Kolnem. W wyniku bitwy na przedpolach Warszawy straty strony polskiej wyniosły ok. 4,5 tys. zabitych, 22 tys. rannych i 10 tys. zaginionych. Straty zadane Sowietom nie są dokładnie znane. Przyjmuje się, że ok. 25 tys. żołnierzy Armii Czerwonej poległo lub było ciężko rannych, 60 tys. trafiło do polskiej niewoli, a 45 tys. zostało internowanych przez Niemców”. (4) Jak z tego wynika: udało się pobić przeważające siły przeciwnika, który dysponował przecież zaprawionymi w bojach i zdeterminowanymi żołnierzami. Nawet jeśli przyjmiemy, że straty sowieckie zostały zawyżone, to i tak rozmiary klęski rosyjskich rewolucjonistów muszą budzić szacunek i uznanie dla ich pogromców. Polska nie tylko utrzymała swoją niepodległość i niezawisłość, ale także uratowała Europę przed bolszewizmem, który w Rosji pochłonął tak wiele ofiar i spowodował cierpienia milionów ludzi.

 

  1. Źródło: dzieje.pl / PAP
  2. tamże,
  3. tamże,
  4. tamże.

 

Opracował: Marek Strzeszewski „nauczyciel”