Grabieżcy kultury

(Czyli jak sąsiedzi okradali Polskę w czasie II wojny światowej)

Niemal natychmiast po agresji na Polskę we wrześniu 1939 roku rozpoczęła się grabież naszego majątku narodowego. Pomijając dobra materialne w postaci żywności, urządzeń, maszyn, paliw itp., zniszczeniu bądź kradzieży uległo wiele dzieł sztuki. Według szacunków profesora Jana Pruszyńskiego łącznie w latach 1939-1945 zrabowano w Polsce dzieła sztuki o wartości ponad 30 miliardów dolarów. Wedle spisów zbiorów udokumentowanych, nasz kraj utracił około 2 800 obrazów znanych europejskich mistrzów, około 11 000 obrazów znanych malarzy polskich, ok. 1 400 niezwykle wartościowych rzeźb (często średniowiecznych), ok.15 milionów bezcennych książek, ok.125 000 rękopisów, 22 000 starodruków, 25 000 zabytkowych map, 300 000 grafik, a nawet ponad 5000 dzwonów kościelnych (jak wiadomo Niemcy są miłośnikami muzyki). Ponadto podczas wojny spłonęło wiele bibliotek, m.in. zbiory rapperswilskie przekazane przed wojną Polsce przez Muzeum Polskie w Rapperswilu i zdeponowane w Bibliotece Narodowej. Ogółem straty w księgozbiorach oszacowano na 50 milionów tomów, z czego 1 200 000 to książki szczególnie cenne, ze zbiorów specjalnych: manuskrypty i rzadkie starodruki.

Przygotowania do grabieży dóbr kultury rozpoczęły się jeszcze przed wybuchem wojny. Plany systematycznej grabieży państwowych i prywatnych zbiorów sztuki zostały opracowane na podstawie szczegółowych spisów sporządzonych przez niemieckich historyków podczas licznych wizyt w polskich muzeach i prywatnych kolekcjach. Po zakończeniu działań wojennych na przełomie 1939 i 1940 roku, ta planowa grabież została usankcjonowana przez okupanta, wbrew oczywistym ustaleniom IV konwencji haskiej, która zakazywała takich praktyk. Proceder prowadziły takie instytucje okupanta jak: Ahnenerbe, HTO – Haupttreuhandstelle Ost oraz SS-Komando Paulsen. Ich działania koordynował minister Rzeszy Arthur Seyss-Inquart oraz Otto Waechter. W Warszawie i Krakowie utworzono specjalne magazyny, do których zwożono działa sztuki. Ukoronowaniem tego procederu było rozporządzenie generalnego gubernatora Hansa Franka z 16 grudnia 1939 roku, na mocy którego utworzono specjalny sztab niemieckich historyków, ekspertów i kustoszy pod kierownictwem SS-Hauptsturmfuehrera dr Kajetana Muehlmanna. W wyniku „prac” tego zespołu, w ciągu niespełna roku, wywieziono do Rzeszy wiele bezcennych arcydzieł. Między innymi: ołtarz Wita Stwosza z kościoła mariackiego w Krakowie, obrazy Rafaela i Rembrandta, a także bezcenny zbiór 30 rysunków Duerera z kolekcji Lubomirskich (te otrzymał w „prezencie” sam Adolf Hitler). Zbiory polskie wywożono m.in. do Linzu (gdzie fuerer zamierzał zbudować najwspanialsze na świecie muzeum sztuki), Wrocławia, Streiersbergu i Bad Aussee. Z Biblioteki Zamoyskich wywieziono unikatowy, najstarszy słowiański dokument: Codex Suprasliensis. Nieliczne skarby naszej kultury udało się w ostatniej chwili ocalić dzięki odwadze, sprytowi i pomysłowości naszych rodaków. Większość arrasów wawelskich ewakuowano za granicę, a obraz Jana Matejki „Bitwa pod Grunwaldem”, którego szczególnie poszukiwali Niemcy, udało się ukryć w Lublinie.

Koneserem sztuki okazał się także Herman Goering. Na jego polecenie specjalne grupy konfiskacyjne „zabezpieczyły” w 1940-1941 roku eksponaty z 15 muzeów, 5 kolekcji broni, zbiór waz antycznych z Gołuchowa, około 1100 obrazów z kolekcji prywatnych, ponad 500 sztuk mebli, dywanów i innych przedmiotów użytkowych o wyjątkowej wartości, a także 33 skrzynie z dziełami sztuki sakralnej i 25 z przedmiotami z metali szlachetnych. Wszystkie te rzeczy składowano w specjalnie zabezpieczonych miejscach w Katowicach, Łodzi i Poznaniu, a najcenniejsze wysłano do Banku Rzeszy w Berlinie.

Grabieży dokonywały też wojska sowieckie, i to zarówno w latach 1939-1941, jak i później – po 1944 roku. Tak naprawdę nikt dziś nie jest w stanie ocenić ile i jakich dzieł ukradli nasi „sprzymierzeńcy”. Zagrabione w Polsce zabytki i dzieła sztuki zostały rozproszone i obecnie znajdują się dosłownie na całym świecie: w Niemczech, Rosji, USA, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Francji, Ameryce Południowej i Bóg wie gdzie jeszcze… W 1960 roku, po interwencji polskich muzealników, powrócił do kraju z Londynu zaginiony kielich Kazimierza Wielkiego – dar monarchy dla kolegiaty w Trzemesznie. Udało się też odzyskać XV-wieczny wizerunek Madonny, zrabowany z kolekcji Konopków w Warszawie. W 2004 roku dr Janusz Spyra odnalazł na aukcji internetowej domu aukcyjnego Sotheby karty XIV-wiecznego graduału z Raciborza.  Cudem odzyskano też wspaniałe obrazy Leona Wyczółkowskiego i Juliana Fałata (wystawione na aukcji w USA) oraz obraz Aleksandra Gierymskiego „Pomarańczarka”, skradziony z Muzeum Narodowego w Warszawie i  wystawiony na aukcji w Buxtehude pod Hamburgiem w 2011 roku. Do dziś nie udało się odzyskać „Portretu młodzieńca” Rafaela, skradzionego z Muzeum Czartoryskich w Krakowie, notatnika Słowackiego, skradzionego z Biblioteki Krasińskich w Warszawie, średniowiecznego obrazu „Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny” z Szamotuł, XV-wiecznego obrazu Pietas Domini z Bazyliki Mariackiej w Gdańsku, zbioru 25 rysunków Duerera z Zakładu Ossolińskich we Lwowie, obrazów Januarego Suchodolskiego „Sobieski pod Wiedniem” i „Madonna z Dzieciątkiem”, srebrnego relikwiarza z Wielunia, gotyckiej rzeźby – Pięknej Madonny z Torunia, czy grotu włóczni z Kowla – datowanego na III wiek artefaktu z inskrypcją runiczną, a w końcu – złotego medalionu cesarza Jowiana – własność Muzeum Archeologicznego w Warszawie…

Straszny los spotkał zbiór około 400 000 woluminów ze zbiorów specjalnych bibliotek warszawskich, które zgromadzono w Bibliotece Krasińskich. Zostały doszczętnie spalone przez Niemców po upadku Powstania Warszawskiego. Szczególnie też dużą stratą było przesłanie do Królewca 74 dokumentów, wydanych w 1525 roku przez Krzyżaków królowi polskiemu i złożonych w archiwum koronnym. Dokumenty te trafiły ostatecznie do archiwum w Berlinie i do dziś nie zostały zwrócone Polsce. Podobnie, choć nieco inaczej, sytuacja przedstawiała się na Kresach Rzeczypospolitej. Województwa: lwowskie, wileńskie, nowogrodzkie, poleskie, białostockie, stanisławowskie, tarnopolskie i wołyńskie zostały zaanektowane bezprawnie przez Sowietów (Rosjan). W ich rękach znalazły się miasta będące ważnymi ośrodkami kultury polskiej na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej. Okupant chytrze zmierzał do zatarcia wszelkich śladów polskości na tych terenach poprzez przemieszczanie dóbr kultury albo najzwyklejsze ich niszczenie. Część bezcennych dzieł spłonęła lub została zdewastowana w wyniku działań wojennych, najpierw jesienią 1939 roku, a później w 1941 i 1944 roku. Po oficjalnym zakończeniu wojny w Europie, w wyniku postanowień zawartych w Poczdamie w lipcu 1945 roku, polskie ziemie wschodnie znalazły się w granicach ZSRR. Dla Polski oznaczało to niepowetowaną stratę dóbr kultury, które znajdowały się na tych terenach: kościołów, pałaców, muzeów i dworów wraz z gromadzonymi tam od wieków działami sztuki. Obecnie Niemcy i Rosjanie coraz częściej oddają Polsce zrabowane dzieła. Jak obliczają rzeczoznawcy i historycy – w przedwojennych zbiorach brakuje jeszcze około 15 000 najważniejszych, skatalogowanych, utraconych dzieł. W ostatnich latach tempo oddawania samych obrazów wzrosło do dwóch rocznie. Jak tak dalej pójdzie, to już za niecałe 10 000 lat wszystkie zrabowane i zlokalizowane obrazy wrócą do Polski!

Na koniec jeszcze przytoczę bardzo znamienny, aczkolwiek niewątpliwie smutny fakt. W zawierusze wojennej złodziejami byli nie tylko zwykli żołnierze i przypadkowi ludzie, ale także, a może przede wszystkim wykształceni profesorowie, kustosze i historycy sztuki – elity swoich narodów. Współpracowali oni bezkrytycznie ze swoimi rządami, udzielając swojej wiedzy i doświadczenia. Dr Kajetan Muehlmann już przed wojną był częstym gościem księcia Radziwiłła. Udając, że kataloguje cenne zbiory, po prostu spisywał dzieła, które potem Niemcy bezprawnie zagarnęli. Inni znani sprawcy z tytułami naukowymi to: dr Wilhelm Palezieux, prof. Dagobert Frey czy dr Peter Paulsen. Ktoś może powie: po co zajmujemy się jakimiś tam obrazami, rzeźbami i książkami, kiedy podczas wojny zginęło tylu ludzi, często zamordowanych w okrutny sposób….? Po co rozpamiętujemy stratę zabytków, kościołów, pałaców i innych budowli? Przecież zniszczono lub wywieziono także całe fabryki, zakłady przemysłowe, dworce i linie kolejowe – coś, bez czego trudno sobie wyobrazić normalne funkcjonowanie każdego europejskiego państwa. Tak, to wszystko prawda. Ale prawdą jest także i to, że te pamiątki, zabytki i dzieła sztuki tworzą coś jeszcze cenniejszego niż dobro materialne. Tworzą tą nieuchwytną sferę, na której każdy naród buduje swoją tożsamość, rozwija swojego ducha i odciska swój ślad w dziejach tego najlepszego z możliwych światów.

Materiały do artykułu zebrał i opracował Marek Strzeszewski „nauczyciel”. W tekście wykorzystano fragmenty opracowań Pana Witolda Orzechowskiego „Jak Niemcy rabowali dzieła sztuki w Polsce” i Pana Andrzeja Mężyńskiego „Straty polskich dóbr kultury w czasie II wojny światowej”. /Warszawa, październik 2018 r./.