Rozmowy o bohaterach cz.2

W styczniowym numerze opisałam rozmowę z żyjącym bohaterem, panem Tytusem Karlikowskim, który walczył w Batalionie „Zośka”, składał przysięgę wojskową na ręce Jana Bytnara, zastępował Kamila Baczyńskiego po jego śmierci. Niestety, wojna zabrała wiele ludzkich istnień i mimo ogromnych chęci nie mam możliwości porozmawiać z każdym świadkiem historii. Są jednak młodzi ludzie, którzy zafascynowani losami swojej rodziny szukają informacji o przodkach i chcą podzielić się tym doświadczeniem z innymi. Ten artykuł poświęcam pamięci Franciszka Górniaka, prapradziadka mojej serdecznej koleżanki, która dotarła do przysłowiowych korzeni i odnalazła informacje o rodzinie. Mimo, iż wielu chciało, by zapomniano o ofiarach tej strasznej zbrodni, dzięki świadkom historii i dbającym o pamięć tak się nie stało. Zapraszam do przeczytania krótkiej relacji z rozmowy z Justyną, 23-letnią dziewczyną, która od dziecka interesuje się historią. Jak sama przyznaje, wątek katyński zawsze był jej bliski, lecz teraz, gdy zdobyła informacje o prapradziadku, nabrał dla niej jeszcze większego znaczenia.

Rok temu, podczas Katyńskiego Marszu Cieni w Warszawie, Justyna wspomniała o swojej rodzinie. Pamiętam jej zamyślenie po obchodach i chęć rozmowy na ten temat. Uznałam, że jest to wyjątkowe, gdy młoda osoba poszukuje informacji o przodkach i warto poświęcić temu czas. Spotkałyśmy się w marcu 2019 r., żeby jeszcze raz dokładniej porozmawiać na ten temat. Spytałam:

– Jak to się stało, że dowiedziałaś się o prapradziadku i jego śmierci w Twerze?

– Nie pamiętam, kiedy dokładnie to nastąpiło, ale jestem pewna, że więcej usłyszałam o tym po roku 2010. Wypytywać o szczegóły zaczęłam jeszcze później. Wtedy też po raz pierwszy zobaczyłam jak mój prapradziadek wyglądał. Zdjęcie znalazłam w Internecie. Jego biogram nie był długi, lecz zawarte w nim informacje okazały się przydatne. Nie żyje już najprawdopodobniej nikt, kto go znał, więc nie mam innej możliwości dowiedzenia się na temat jego życia jak szukanie informacji w Internecie czy wyciąganie wniosków z listów i dokumentów, które są w posiadaniu krewnych. Co ciekawe, wiele dowiedziałam się właśnie z takiego listu. Był on zaadresowany do siostry babci. Jego autorem był syn Franciszka, który przebył z nim drogę do Tarnopola i stąd też pochodzi relacja wydarzeń związanych z aresztowaniem.

– Jakie informacje finalnie udało Ci się zdobyć?

– Było to najprawdopodobniej 10 września 1939 roku, kiedy mój prapradziadek dostał polecenie ewakuacji na południowy wschód kraju. Zabrał ze sobą tylko młodszego syna i wraz z innymi osobami wyjechali z Lublina. Przez Dubno, Łuck i Włodzimierz dotarli do Tarnopola. 17 września zastała ich agresja ZSRR. Sowieci policjantów rozbroili, następnie wszystkich złapanych ludzi trzymali do rana na głównej ulicy miasta. Odbyło się tam przemówienie kogoś ważnego w sowieckiej armii. Zebrani usłyszeli monolog na temat „witania swobody”, przyjęli je martwą ciszą – nikt na okrzyki Rosjan nie zareagował. Zaciągniętych siłą ludzi prowadzono dalej ulicami Tarnopola. Jedna z kobiet krzyczała, że ich rozstrzelają, co spowodowało chaos. Stryj babci (syn Franciszka) krzyknął do swego ojca, żeby uciekali, lecz w tym całym hałasie nie usłyszał tego i pobiegł wraz z tłumem. Syn wskoczył do ogródka, który mijał. Właścicielka domu zaprowadziła go do kobiety, która wcześniej krzyczała na ulicy. Policjantów umieszczono w obozie pod Tarnopolem. Tam też znalazł się mój prapradziadek. Syn wraz z kilkoma osobami poszedł do obozu, podał ojcu kilka potrzebnych rzeczy. To było ich ostatnie spotkanie – nazajutrz obóz zniknął i nikt nie wiedział, co stało się z jeńcami. Chłopak został w Tarnopolu w domu wcześniej wspomnianej kobiety – p. Kosińskiej do momentu otwarcia granicy Generalnej Gubernii utworzonej przez Niemców z zagarniętych ziem polskich. Pani Kosińska wraz z dziećmi została prawdopodobnie jako żona przodownika policji wywieziona na Syberię. Wysłany do niej z Lublina list powrócił z adnotacją „adresat nieznany”. Za to do rodziny nadeszła napisana na karcie wiadomość od Franciszka, która z pewnością dała nadzieję na szczęśliwe zakończenie.

Poruszające jest to, jak wiele informacji udało się uzyskać.  Co jednak stało się z synem prapradziadka?

– Przeżył wojnę tak jak i mój pradziadek, a zarazem jego starszy brat. Niestety nie miałam szansy z nimi porozmawiać.

Bycie rodziną zamordowanego w Twerze policjanta mogło wywołać przykre konsekwencje. Czasem mówiono, ze prapradziadek pracował na poczcie, a był przecież policjantem.  Pozostali tylko synowie i oni wiedzieli, kim był ojciec i znali jego historię.  Po tylu latach inni mogą poznać tę historię i uświadomić sobie, że warto przywracać pamięć o Poległych.

Z Justyną Polak rozmawiała Paulina Miller.