Katecheta z parafii św. Floriana pod nadzorem służb

785 1024 tmptik
  • 0

Ksiądz prałat Jerzy Kacper Dziurzyński urodził się 5 stycznia 1928 r. w Grądach koło Błonia jako syn Franciszka
i Marii (Marianny) z domu Wróblewskiej. W 1953 r. po ukończeniu Seminarium Duchownego w Warszawie
przyjął święcenia kapłańskie z rąk kardynała Stefana Wyszyńskiego. Był wówczas jednym z wielu młodych
księży, którzy weszli w dorosłość w Polsce Ludowej, i choć mieli możliwość wygodnego życia w ramach ruchu
księży patriotów, to pozostali wierni prawdziwemu powołaniu.


Pierwszą parafią księdza Jerzego miało być Piaseczno, na co nie zgodził się Wydział do Spraw Wyznań
Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej, dlatego został on wikariuszem w parafii św. Anny w Grodzisku
Mazowieckim. Urząd Bezpieczeństwa zainteresował się nim już w 1955 roku. W materiałach zgromadzonych
w Instytucie Pamięci Narodowej można wyczytać, że informatorzy obecni na mszach donosili, że ksiądz jest
„wrogo ustosunkowany do PRL, wrogo komentuje posunięcia Partii i Rządu, wrogo wypowiada się o izolacji
Wyszyńskiego”. Spisywali również antysocjalistyczne i antyradzieckie wypowiedzi i dowcipy opowiadane
przez księdza na prywatnych spotkaniach i uroczystościach. Taka postawa księdza spowodowała, że UB
postanowiło rozpracować go w ramach sprawy ewidencyjno-obserwacyjnej „Mleczak”. Kryptonim ten
zmieniono na „Fantos” w momencie przeprowadzki księdza na warszawską Pragę. Sprawę zamknięto dopiero
w końcu lat 60., w związku z przeniesieniem figuranta na probostwo w parafii św. Feliksa z Kantalicjo w
Marysinie Wawerskim. Wówczas zadanie obserwowania go przekazano funkcjonariuszom SB z Pragi
Południe. Niestety nie znalazłem żadnej dokumentacji dotyczącej tego okresu.
Według doniesień agentury ulokowanej w Grodzisku ks. Jerzy Dziurzyński w rozmowach i kazaniach
nawoływał, by rodzice domagali się wprowadzenia nauki religii do szkół oraz prosił o przyciąganie do kościoła
osób niewierzących. Na terenie parafii prowadził aktywną pracę duszpasterską wśród młodzieży, organizował
pokazy filmowe i pielgrzymki, inicjował spotkania „Żywego Różańca”. W tym okresie pracę księdza
kontrolował TW „Pszczoła”, który jak wynika z jego donosów, był prowadzącym kancelarię kościelnym.
Donosy „Pszczoły” pełne są niechęci do Kościoła i księży, którym przypisywał wszelkie złe cechy i występki, od
prywatnych wojen między sobą począwszy na malwersacjach finansowych skończywszy. Temat, kto ile
pieniędzy wziął z tacy oraz jakie kwoty zamiast właściwych zostały wpisane do deklaracji dla Urzędu
Skarbowego, są głównym elementem donosów „Pszczoły”.
Obserwacja księdza w Grodzisku nie przyniosła oczekiwanego przez służby rezultatu. Według napisanego
przez oficera SB podsumowania praca księdza z młodzieżą ograniczała się do katechez i organizacji
pielgrzymek, a wypowiedzi antysocjalistyczne miały miejsce jedynie w wąskim gronie na prywatnych
spotkaniach. Gdy ks. Jerzy Dziurzyński został przeniesiony w marcu 1957 r. do parafii św. Floriana na Pradze,
sprawę w ślad za księdzem przekazano do Warszawy.
Od początku swojego pobytu w Warszawie ks. Jerzy rozpoczął aktywną pracę duszpasterską wśród młodzieży
licealnej i akademickiej, co szczególnie nie podobało się SB. Według komunistów Kościół nie miał prawa
mieszać się do spraw wychowania młodzieży, dlatego szczególne oburzenie wywołała zapoczątkowana przez
księdza akcja wyszukiwania w warszawskich parafiach młodych ludzi, którzy po uzyskaniu odpowiedniej
formacji duchowej, mogli być narzędziem ewangelizacji i przyciągania rówieśników do Kościoła.
Funkcjonariusze SB narzekali, że „ta młodzież dotrze tam, gdzie kler nie może, i będzie służyła swoim
proboszczom do klerykalizacji społeczeństwa”. Jako pomysłodawca, ks. Jerzy został koordynatorem tej akcji
na całą Warszawę, o czym donosił TW „Demokrata”, będący jednym z księży biorących udział w
konferencjach dekanalnych. Z kręgów duchownych wywodził się również TW „Hilary” ostrzegający służby
przed możliwym szerokim zasięgiem planowanej akcji i przed tym, że ks. Dziurzyński „w niedalekiej
przyszłości da znać o sobie”.
W budynku plebanii św. Floriana zadanie obserwacji księdza otrzymał wikariusz TW „Franciszek”. Miał on
ewidencjonować odwiedzających księdza, ustalać dane osób z którymi się kontaktuje oraz obserwować
postępy w pracy z młodzieżą. Dodatkowo rozważano możliwość założenia podsłuchu telefonicznego. Kazania
ks. Jerzego kontrolował TW „Zlepek”. Był on zapewne uczniem ostatnich klas szkoły średniej lub studentem,
gdyż był przewidziany przez SB do podstawienia księdzu, jako osoba mogąca być jednym z członków
„klerykalnego aktywu młodzieżowego”. Pracę księdza z młodzieżą na terenie Liceum im. Władysława IV
obserwował jeden z nauczycieli, TW „Popiński. Temat form pracy z młodzieżą miał sondować również TW
„Jot”. Po pewnym czasie wobec księdza zaczęto stosować również perlustrację korespondencji.
Niedługo po przeprowadzce do Warszawy ks. Jerzy Dziurzyński rozpoczął przy kościele akademickim św. Anny
prowadzenie konwersatoriów dla warszawskich studentów. Agentura uczęszczająca na konwersatoria, m.in.
TW „Kaktus”, TW „Tońko”, TW „Barbara” i TW „Bruno”, donosiła, że księdza cechuje wrogi stosunek do PRL i
oprócz dyskutowania na tematy religijne porusza również sprawy polityczne. Oficerowie SB podsumowujący
doniesienia pisali, że „niejednokrotnie miały tam miejsce wystąpienia antypaństwowe, antykomunistyczne,
atakowano naukę marksistowską”, co „w warunkach pracy z młodzieżą jest wysoce szkodliwe”. Ksiądz, zwany
przez uczestników konwersatoriów „Kacprem” lub „Wujciem”, organizował dla bardziej zaangażowanej
młodzieży licealnej i studenckiej śniadania po niedzielnych mszach świętych oraz popołudniowe spotkania w
swoim mieszkaniu przy ul. Sierakowskiego 10 przy kawie, pączkach i słuchaniu jazzu z płyt. Latem i zimą z
inicjatywy i z funduszy „Wujcia”, a bez zgody władz, organizowano pielgrzymki, obozy wędrowne, spływy
kajakowe połączone z codziennymi katechezami i mszami świętymi. W każdym z takich wyjazdów
uczestniczyło po kilkadziesiąt osób.
Donosy agentury spowodowały rozbijanie wyjazdów poprzez nasyłanie kontroli w celu wyegzekwowania
okazania zgłoszeń wyjazdów grupowych i wszelkich wymaganych na taką okoliczność pozwoleń oraz akcje
miejscowej milicji mające zakłócić pobyt uczestnikom. Takie postępowanie spowodowało, że z czasem
ograniczono liczbę wyjeżdżających, dzielono grupy na mniejsze, biwakujące blisko siebie i mające sprawiać
wrażenie niezależnych. Kupowano jednorazowo mniejsze liczby biletów kolejowych i dbano, by nie pojawiać
się jednocześnie na dworcu. Niestety taka „konspiracja” bawiła jedynie pracowników służb. Także próba
organizacji pielgrzymki do Częstochowy w 1961 r. zakończyła się wezwaniem księdza do Urzędu do Spraw
Wyznań i przekazaniem mu ostrzeżenia oraz żądania zaniechania pielgrzymki.
Te i inne działania władz spowodowały, że „Kacper” musiał ograniczyć zakres pracy z młodzieżą. Przestał
również poruszać tematy polityczne, zaniechał spotkań w swoim mieszkaniu. Ksiądz nie zaprzestał jednak
prowadzenia konwersatoriów, na które przychodzili głównie studenci UW, a także namawiał do
uczestniczenia w nich młodzież z ostatnich klas licealnych, z którą pracował jako katecheta. Powrót księdza
do szerzej zakrojonej działalności ewangelizacyjnej i formacyjnej wśród młodzieży został zaobserwowany
przez służby dopiero w 1965 roku, gdy ks. Jerzy był już w parafii św. Jana Chrzciciela na Starym Mieście.
Wróciły wówczas spotkania towarzyskie, śniadania po mszach, „wypady” do kina, na wystawy w Zachęcie, na
plażę, a zimą kuligi. Wyjazdy letnie i zimowe organizowane były znów na większą skalę. Planowano wydawać
również „Gazetkę Studenta-Katolika”. W tym czasie uczestników konwersatoriów, prócz spraw stricte
religijnych, zajmowało Orędzie biskupów polskich do biskupów niemieckich oraz zamierzenia Kościoła
związane z milenium chrztu Polski. Zwłaszcza na ten ostatni temat SB chciała mieć wyczerpujące wiadomości.
Poza plasowaniem agentury wśród pielgrzymów na uroczystości milenijne, oficerowie SB zabezpieczali
wyjazdy grup na dworcach, prowadząc obserwację wyjeżdżających i notując swoje spostrzeżenia. Grupę
zorganizowaną przez ks. Jerzego (choć bez obecności „Kacpra”, który do Częstochowy wyjechał rano)
zabezpieczał na warszawskim Dworcu Głównym pracownik służb zajmujący się na co dzień prowadzeniem
sprawy „Fantos”. SB-ek w notatce służbowej opisał, jak o godzinie 22, tuż po tym gdy na dworcu zaczęły
pojawiać się interesujące go grupy pielgrzymów, musiał przerwać obserwację, gdyż dostał nagłego krwotoku
z nosa i ust. Udał się po pomoc na dworcowy komisariat MO, zaś po ustaniu krwawienia był tak osłabiony, że
nie mógł już kontynuować pracy. W rezultacie, w tym dniu pielgrzymki odjechały z dworca bez nadzoru ze
strony SB. Po niedługim czasie pracownik ten zakończył swój udział w prowadzeniu sprawy „Fantos” i
przekazał agenturę innemu oficerowi. Zastanawiając się nad ludzkim wymiarem tego zdarzenia sprawdziłem
zapisy ewidencyjne, w których widnieje, że ów SB-ek, urodzony w 1935 roku, niedługo po tym zdarzeniu
przeszedł do pracy w Wydziale Kontroli Ruchu Granicznego. Pracę w SB zakończył zaś w 1984 roku. Zmarł
prawdopodobnie już w 1990 roku w dość młodym wieku 55 lat. Zatem krwotok mógł być początkowym
objawem poważnej choroby. Warto też uświadomić sobie, że w chwili, gdy prowadził sprawę, zwłaszcza w
początkowym jej okresie, był ledwie kilka lat starszy od studentów będących jego agenturą.
Ks. Jerzy Dziurzyński zakończył pracę jako duszpasterz akademicki latem 1968 roku, do końca prowadząc
konwersatoria. Przez ten czas część agentów SB biorących w nich udział ukończyła studia i znikła z otoczenia
księdza. W ich miejsce podstawiani byli nowi. W końcowym okresie byli to m.in. TW „Jaś”, TW „Karol
Stefański” i TW „Skotnicki”. Jako że na duchownych i nauczycieli akademickich z otoczenia księdza
prowadzone były oddzielne sprawy, osoba „Wujcia” przewija się również w doniesieniach agentury
zaangażowanej dla śledzenia tamtych osób. W celu zebrania w jednym miejscu dokumentów związanych z
osobami mającymi związek z kościołem Św. Anny została założona teczka obiektowa „Wierni”. Źródłem
informacji dla SB była także najbliższa rodzina studentów – pod Giżyckiem mieszkała TW „Planeta”
relacjonująca swojemu oficerowi prowadzącemu to, co córka jej koleżanki opowiadała po przyjeździe do
domu na temat konwersatoriów, w których brała udział. Wyciągi z jej doniesień przesyłane były do
pracowników SB zajmujących się ks. Dziurzyńskim. Podobnie było z doniesieniami TW „Heńka”, który
przepytywał swojego brata na interesujące SB tematy związane z uczestnictwem w spotkaniach i
pielgrzymkach. W otoczeniu „Kacpra” znajdowali się też agenci którzy się zdekonspirowali, jak TW „Barbara”,
i zostali wycofani. Dekonspiracja TW „Barbara” być może nie była przypadkiem. Wcześnie kilkukrotnie chciał
on zakończyć współpracę. Zwierzał się oficerowi prowadzącemu z braku zrozumienia celów współpracy i ze
swoich wątpliwości co do sensu donoszenia na księdza. Był wówczas motywowany zapewnieniem, że nie
przekazuje wrażliwych informacji, nikomu z tego powodu krzywda się nie stanie oraz przypomnieniem, jak to
SB pomogła mu finansowo, gdy zawalił egzaminy i został bez stypendium. Kolejny – TW „Kaper” przez pewien
czas dezinformował swoich mocodawców, a na koniec postanowił opowiedzieć ks. Jerzemu o swojej
współpracy z SB. Ksiądz Dziurzyński wybaczył mu i zaraz potem uczynił szefem straży mającej ochraniać kopię
obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, pielgrzymującej do Warszawy z okazji milenium chrztu Polski. W
wyniku donosów innych agentów, by osłabić działania tej formacji, SB aresztowała profilaktycznie część osób
wytypowanych do straży, w tym swojego byłego już TW.
W pewnym momencie na spotkaniach i konwersatoriach zaczął pojawiać się osobnik nazywany „Maciek”, w
którym wszyscy widzieli pracownika SB lub agenta służb. Podejrzeniom dał się ponieść również ks. Jerzy,
który początkowo ufał „Maćkowi” – np. mianował go szefem jednego obozu zimowego, a następnie na jednej
z pielgrzymek poinformowany przez pątników, „że ten agent robi im zdjęcia”, zdecydowanie zabronił mu
tego. Tymczasem był to niezwiązany ze służbami nauczyciel, za którym w pewnym momencie SB „puściła”
obserwację w celu ustalenia jego miejsca zamieszkania i zebrania o nim większej ilości informacji. W
przypadku „Maćka” nic nie wiadomo, by zastosowano jakiekolwiek restrykcje. Być może SB było na rękę, że
ktoś zachowując się podejrzanie odwraca uwagę grupy od prawdziwych agentów. Konsekwencje spotkały
natomiast innych nauczycieli – pracowników internatu przy technikum kolejowym, uczestniczących w
spotkaniach z ks. Jerzym. Gdy SB ustaliła kim są, doprowadziła do takiej zmiany grafiku, by obowiązki
zawodowe kolidowały im z terminami konwersatoriów.
Materiały dotyczące ks. Jerzego Dziurzyńskiego stanowią zbiór około tysiąca stron. Większość materiału
dotyczy prowadzonych przez niego konwersatoriów. Służba Bezpieczeństwa zostawiła po sobie ogromną
liczbę doniesień, analiz, streszczeń jego kazań, wypowiedzi, będącą tak naprawdę obrazem powołania i
ciężkiej pracy ks. Jerzego. Dokumenty pokazują, w jaki sposób ks. Jerzy próbował ewangelizować i formować
młodzież wbrew zakazom i działaniom SB. Agenci przedstawiają w donosach tematykę spotkań, główne tezy z
wypowiedzi księdza, wskazują na co kładł nacisk, co było dla niego ważne, co chciał koniecznie przekazać
słuchaczom, jak prowadził dyskusję. Bez tych dokumentów o opisywanym okresie aktywności „Kacpra”
wiedzielibyśmy bardzo mało. Zbiór ten jest również źródłem do poznania czasu rządów Władysława Gomułki

okresu rzekomej odwilży w relacjach z Kościołem. Z materiałów zebranych w IPN dotyczących spraw
„Mleczak” i „Fantos” widać ile sił ludzkich, które można było wykorzystać w innych sferach, poświęcało
ówczesne państwo polskie na działania skierowane wobec księży, jak łamano sumienia i zmuszano do
współpracy ludzi, którzy w normalnych warunkach nawet nie pomyśleliby o donoszeniu.
Pod koniec pracy ze studentami ks. Dziurzyński, według doniesień agentury, sprawiał wrażenie
zrezygnowanego i załamanego tym, że część rodziców oskarża go, że poprzez wciąganie ich dzieci w sprawy
religijne złamał im kariery. Jak można się domyślić – chodziło o inwigilację przez SB, prowadzenie rozmów
ostrzegawczych z młodymi ludźmi z otoczenia księdza, z których relacje znajdują się w dokumentach oraz
blokowanie możliwości znalezienia dobrej pracy po studiach. Był natomiast świadom, że to działania służb
powodowały, iż z roku na rok w konwersatoriach uczestniczyło coraz mniej osób. Wyjazdy były rozbijane, a
wiele projektów „nie wypaliło”, gdyż były torpedowane przez agenturę.
Ksiądz Jerzy Dziurzyński w 1968 roku uzyskał tytuł magistra teologii (katechetyka) na ATK w Warszawie. Przez
ostatnie lata aktywności duszpasterskiej był proboszczem parafii św. Feliksa z Kantalicjo w Marysinie
Wawerskim, a następnie jej rezydentem. W parafii tej zorganizował wiele grup, najwięcej w ramach Drogi
Neokatechumenatu. Przeprowadził również zakrojone na szeroką skalę prace związane z remontem budynku
kościoła oraz zagospodarowaniem terenu wokół. Zmarł 13 stycznia 2013 roku, kilka dni po swoich 85
urodzinach.
Marcin Kurpios

Leave a Reply

Your email address will not be published.